Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the gap band. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the gap band. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 listopada 2010

charlie wilson - love, love, love

kiedyś tam (to znaczy przy okazji wycieków z nowej płyty Kanye Westa, nad którą rozpływał się będę w grudniowym podsumowaniu nowości) i gdzieś tam natknąłem się na internetową opinię w stylu, że pan Charlie Wilson podpina się pod kawałki Westa z nadzieją, że powtórzy sukces, jaki zapewniły mu występy u Snoop Dogga. nie wiem czy osoba, która tak powiedziała zdaje sobie sprawę z tego co Wilson wyprawiał w latach osiemdziesiątych razem z całym Gap Bandem, ale odpuszczę krytykę. w sumie jednoznacznie niewiedzy stwierdzić nie można. ale jest też po środku leżąca prawda, muzyk ten ciągle działa jako solowy wokalista, wydając przemijające bez echa płyty. przyzwoity contemporary rhythm and blues, niepowtarzalny wokal wegetujący w stanach na półkach sklepów muzycznych, gdzieś za bateriami albumów Ushera i Beyonce. poniżej utwór z ostatniej płyty, następna zapowiadana jeszcze na ten rok, ale kto wie

czwartek, 5 sierpnia 2010

the gap band - the boys are back in town

piosenka, po której można by się spodziewać, że jest coverem hitu irlandzkiej grupy Thin Lizzy, ale najzwyczajniej w świecie nim nie jest. zgodność tytułów przypadkowa lub nieprzypadkowa, nie wnikam. ale muzyka zupełnie inna, tekstowo też gruntowna zmiana. Charlie Wilson z grupą opowiadają nam o rzeczach które się zmieniają i tych które tego nie robią na tle bardzo przyjemnej kompozycji, bardzo odmiennej od syntetycznego, funkowego bombardowania, z którym chłopaki są najszerzej kojarzeni. utwór, jak widać na załączonym obrazku, pochodzi z ich drugiego albumu, czyli "The Gap Band II" - nigdy nie byli pomysłowi jeśli chodzi o tytuły płyt. a ja tymczasem wyjeżdżam, "back in town" będę jakoś w przyszłym tygodniu, pozdrowienia

piątek, 12 marca 2010

the gap band - outstanding

"Outstanding" po naszemu znaczy oczywiście "wybitny" i taki właśnie jest ten utwór ekipy z Oklahomy. nie ma sensu niby licytować ile co ma funku w funku, co jest esencją funkowości, a co nie, ale ten singiel to poważny przypadek. niemal każdy element tego utworu wbija sie do głowy i nie chcę z niej wyjść, szczególnie wokal wciąż genialnego Charliego Wilsona (tak, tego od refrenów u Snoop Dogga między innymi). będziecie podśpiewywać "you blow my mind baby" pod prysznicem czy gdzie tam lubicie, na pewno. do ściągnięcia poniżej w wersji niealbumowej, to znaczy dłuższej, bo jak powszechnie wiadomo, im więcej tym lepiej