Pokazywanie postów oznaczonych etykietą '60s. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą '60s. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2011

four tops - i can't help myself (live)

raport z dzisiejszych odwiedzin w jednym z warszawskich antykwariatów płytowych: moja kolekcja motownowskich nagrań poszerzyła się o kolejne trzy pozycje. najbardziej dumny jestem ze zdobycia "You're All i Need" Marvina Gaye'a i Tammi Terrell. co prawda wolałbym zdobyć "United", ale drugi ich album to też niezła zdobycz, kupiony za wiele niższą kwotę niż jakbym go nabywał na eBay + wysyłka. poza tym dołączyłem do kolekcji kolejny album Steviego Wondera ("In Square Circle"). trzecim nabytkiem jest "Four Tops Live!", nagrana na żywo kompilacja największych przebojów tej wokalnej grupy. to jedyny album z tej trójki kupiony "w ciemno", ale warto było. i jako, że nigdy o nich nie pisałem ani nie prezentowałem ich muzyki - jedno z tych właśnie wykonań live. wykonanie największego ich klasyka, "I Can't help Myself (Sugar Pie, Honey Bunch)"

Four Tops - I Can't Help Myself (live) (1966)

piątek, 8 lipca 2011

jimmy ruffin - baby i've got it

odskoczmy na chwilę od lat osiemdziesiątych i to solidnie. przed Wami autor jednego z największych hitów z wytwórni Motown Records. "What Becomes Of The Brokenhearted" z pewnością umieściłbym w pierwszej dziesiątce najważniejszych przebojów wytwórni. albo w rankingu najlepszych piosenek poruszających sercową problematykę. samego autora razem z jego bratem Davidem zaliczyłbym do najsolidniejszych muzycznych rodzeństw. na koniec, niestety, Jimmy trafiłby na szczyt rankingu motownowskich one hit wonderów. wspomniany singiel przerósł całą jego pozostałą dyskografię. a słyszało się jeszcze parę niezłych singli starszego Ruffina. zdecydowana większość z nich traktuje, podobnie jak "What Becomes...", o niespełnionej miłości, więc wybrałem specjalnie coś bardziej pozytywnego. "mała, ja to mam", a nie spadające z drzew nadgniłe owoce miłości

poniedziałek, 9 maja 2011

smokey robinson and the miracles - going to a go-go

z muzyką Motown Records, tą z lat sześćdziesiątych, problem jest taki (tzn dla mnie problemu nie ma, ale domyślam się, że dla wielu niesiedzących w temacie ludzi on istnieje) że te wszystkie hity, albumy, piosenki na tych albumach są bardzo podobne. The Funk Brothers, Lamont Dozier i inni taśmowo tworzyli przeboje, gwiazdy w ulic Detroit (głównie) wykonywały pod te kompozycje podobne piosenki, koniecznie ze słowem "love" w tytule. nie ma co się okłamywać że tak nie jest, ale i tak kocham tą wytwórnię i cały nurt wokół niej powstały. no i co by nie było, to i tak dużo wyjątków od reguły było. tak jak pan Smokey ze swoim zespołem, co zamiast nagrywać kolejne "love coś tam" zabiera nas na dobry melanż w miejscu, które ostanio znalazł na mieście. też bym tam wpadł, najlepiej właśnie w akompaniamencie "Going To A Go-Go"

Smokey Robinson And The Miracles - Going To A Go-Go (1965)

poniedziałek, 14 marca 2011

stevie wonder - light my fire

Stevie zawsze mile jest widziany na moim blogu, więc oto znowu się pojawia. trochę w związku z moim najnowszym zakupem winylowym - dorwałem na aukcji ostatnio album "My Cherie Amour". album zawierający oczywiście utwór o tym samym tytule, będący jednym z pierwszych mega przebojów artysty i zwiastunem rewolucji w jego muzyce, która zaowocowała serią klasycznych wydawnictw, z moim ukochanym "Songs In The Key Of Life" na czele. ale wróćmy do mojego nabytku nowego, bo to też wart uwagi materiał. nagraniem z tej płyty, które może zainteresować Was, jest cover "Light My Fire" - nie trzeba chyba pisać czyjego autorstwa oryginalnie. uwielbiam pierwotną wersję i ten cover (czy może raczej radosna, funkująca reinterpretacja) się nie umywa. no ale swoje walory ma, jest odjechany na swój sposób i dlatego właśnie go prezentuję

niedziela, 13 lutego 2011

booker t. and the m.g.'s - hip hug-her

grupa z Memphis, która nagrywała oczywiście w słynnej tamtejszej wytwórni, legendarnym Stax Records. bo niby gdzież indziej? tworzyli to czego można się spodziewać (rhythm and blues z akcentem na blues) plus trochę więcej ponad to. mam na myśli elementy rockowe i to nie byle jakie, można się w nich z powodzeniem doszukiwać motywów, które w następnych latach przyczyniły się do rozwoju rocka psychodelicznego, a i progresywnego również. to naprawdę słychać. jedyny ich album, który dane było mi przesłuchać ("Hip Hug-Her") to kawał udanej instrumentalnej muzyki z gitarami i organami Hammonda na pierwszym planie. tytułowy numer w linku poniżej. sprawdzać, mi nie zostaje nic innego, jak zapoznać się z innymi wydawnictwami tego czarno-białego zespołu, bo czuję że to delikatna wiocha, że nie słuchałem jeszcze ich debiutanckiego "Green Onions"

piątek, 7 stycznia 2011

the foundations - build me up buttercup

mam plan w tym roku pisać więcej o czarnej muzyce z Europy i ogólnie z innych rejonów świata niż Stany Zjednoczone. na początek mało egzotycznie. The Foundations, czyli w jaki sposób Wielka Brytania odpowiedziała na Motown Sound - nie coverując znane amerykańskie przeboje a tworząc własne utwory. "Build Me Up..." jest właśnie taką bardzo starannie wykonaną odpowiedzią, z wpadającą w ucho melodią i pamiętnym refrenem. nic dziwnego, że dzięki temu singlowi Fundacje stali się popularni w USA. i nic dziwnego, że powstała całkiem spora liczba coverów. mi w pierwszej kolejności przypomina się wersja Chicagowskiego rapera Rhymefesta, który do "zaśpiewania" tego refrenu zaprosił posługującego się wiecznie stylem pijanego mistrza, świętej pamięci Ol' Dirty Bastarda. świetny pomysł zaprosić takiego kogoś, do śpiewania takiego czegoś. kto wie ten wie, kto nie wie, ten może się dowiedzieć. zapraszam do przesłuchania wersji oryginalnej

czwartek, 23 grudnia 2010

james brown - soulful christmas

prezenty kupione, zapakowane, czas na jeszcze jedno cholerstwo świąteczne, czyli sprzątanie. ale nic to, najważniejsza jest ta dobra aura, która panuje w trakcie świąt, a nie to co przed nimi. w związku z tym życzę wszystkim odwiedzającym najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia, smacznego karpia i innych jedenastu potraw, atmosfery rodzinnej nadanej na pozytywnych falach, wymarzonych prezentów i żeby inni nie krzywili się po kątach na widok naszych podarunków. a jak jesteście gnojami co jeszcze wierzą w grubasa w czerwonym, to i żeby on Was nie zawiódł. życzę też imprezy w sylwestra jak w 1999 (w sensie, że follow-up do Prince'a, bo wiem, że 11 lat temu byliście w większości na etapie picia Picollo i wycinania confetti na sylwka) i aby cały przyszły rok obfitował w powodzenia na każdej istotnej dla Was płaszczyźnie. no i obiecany kolejny numer świąteczny, bez bawienia się w reinterpretacje klasycznych piosenek z dzwonkami sań w tle, szczerozłoty funk od króla gatunku pod barszczyk z uszkami. najlepszego!

sobota, 16 października 2010

solomon burke - got to get you off my mind

10 października odszedł Solomon Burke, pochodzący z Filadelfii kaznodzieja i muzyk grający gospel, blues, soul, r&b, kto co lubi. wynosić nie wiadomo jak wysoko jego zasług (choć mam w rękach kilka dobrych argumentów, na przykład nagroda Grammy na koncie, wprowadzenie do Rock & Roll Hall Of Fame), albo stawiać go obok największych legend wspomnianych gatunków teraz na siłę nie chcę, ale hołd i przypomnienie o nim w tej chwili jak najbardziej jest na miejscu. "Got To Get You Off My Mind" to jeden z największych przebojów muzyka. nie największy, bo tym jest zapewne "Cry To Me", lub "Everybody Needs Somebody To Love" (na pewno znacie wersję The Blues Brothers). spoczywaj w pokoju panie Burke

niedziela, 19 września 2010

big john hamilton - big bad john

"Big Bad John" to klasyk muzyki country, zdobywca szczytu Billboardu i nagrody Grammy w 1962 roku. piosenka opowiadająca o przygodzie przerośniętego (stąd Big), bandziora (stąd Bad) z Nowego Orleanu o imieniu John (stąd John i wszystko się już zgadza). oczywiście country nas w tej chwili nie bardzo interesuje, a ja też nie zamierzam póki co rozszerzać horyzontów w tym kierunku. stąd odkładamy na bok oryginalne wykonanie Jimmy'ego Deana i skupiamy się na późniejszej, soulowej wersji Big Johna Hamiltona (nie mylić z aktorem znanym z filmów Johna Wayne'a). powstała ona gdzieś w przedziale lat 1966-1970, trudno mi sprecyzować, gdyż jedyne pewne wydanie to pochodząca z 2006 roku składanka największych przebojów muzyka z Florydy ("How Much Can A Man Take", okładka na zdjęciu). zapraszam do sprawdzenia, wspomnę jeszcze, że znawcy klasyki hip hopu już w pierwszych sekundach rozpoznają popularny break. "warm it up Kane, warm it up Kane..."

środa, 8 września 2010

po prostu oglądnij #1

MARVIN GAYE & TAMMI TERRELL "Ain't no Mountain High Enough"

duet wszech czasów w mojej skromnej opinii, jedno z dwóch dostępnych w sieci nagrań, na których można zobaczyć wspólnie śpiewających Marvina i Tammi. zresztą solowych występów Tammi Terrell na YT również uświadczyć więcej nie można. już któryś raz jej wątek się tutaj pojawia, ale cóż, wyjątkowo nie potrafię odżałować śmierci tej świetnie zapowiadającej się wówczas piosenkarki

sobota, 4 września 2010

the mar-keys - last night

historia muzyki z Memphis, część druga. The Mar-Keys to grupa, która zaistniała wcześniej niż The Bar-Kays, wiemy już zatem kto się kim inspirował. a zaistnieli w 1961 roku singlem "Last Night", który był pierwszym tak udanym wydawnictwem wytwórni Satellite Records, że wykroczył on popularnością poza granice stanu Tennessee. okazało się wtedy przy okazji, że w Stanach już istniało jedno Satellite Records, było trzeba w związku z tym zmienić nazwę. tak właśnie powstała marka Stax Records - jedna z najlepiej kojarzonych na soulowo-bluesowej mapie USA. samo The Bar-Keys w historii muzyki się tak nie utrwaliło, no i nie wątpię, że są kojarzeni wyłącznie z utworem poniżej. ewentualnie z tym, że na samym początku przez grupę przewinął się jako instrumentalista sam Isaac Hayes - nie wiem czy przypadkiem tutaj właśnie nie udziela się na organach

wtorek, 31 sierpnia 2010

the bar-kays - grab this thing

na twórczość funkowej grupy z Memhpis, Tennessee zwrócił moją uwagę epicki (tak, to jest bardzo odpowiednie słowo) podkład Kanye Westa w utworze Rick Rossa "Live fast, Die Young" - z ostatniej płyty brodatego grubasa. coś takiego słyszę i od razu chcę wiedzieć co jest źródłem takiego sampla - a jest nim wydany w 1969 drugi album zespołu "Gotta Groove". oprócz utworu samplowanego przez Yezzy'ego, znalazłem tu dziesięć innych, solidnych utworów stanowiących po prostu klasyczny, głównie instrumentalny funk. na dodatek muzycy ci kupili mnie coverami "Yesterday" i "Hey Jude" Beatlesów. nie ma co, trzeba się z jakimś większym kawałkiem ich dyskografii zapoznać. "Grab This Thing" to również cover - cover nagranego 4 lata wcześniej utworu grupy... The Mar-Keys. również z Memphis. również z wytwórni Stax Records. muszę zbadać tą sprawę dokładniej

The Bar-Kays - Grab This Thing (1969)

niedziela, 25 lipca 2010

eddie holland - if cleopatra took a chance

jak nie mam w danej chwili pomysłu na wpis, to zawsze można otworzyć archwium wytwórni Motown, wygrzebać pierwszy lepszy singiel i będzie on zasługiwał na taką wzmiankę. trafiło na Eddiego Hollanda, mało istotnego w hierarchii labelu jako wykonawca utwórów, za to o wiele bardziej uznanego jako autor (w ramach działalności producenckiego tria Holland-Dozier-Holland, które tworzył z bratem Brianem i Lamontem Dozierem) wielu niezaprzeczalnych przebojów. a takimi są na pewno "Can I Get A Witness" Marvina Gaye'a, "Baby Love" The Supremes, czy "I Can't help Myself" Four Topsów. "If Cleopatra Took A Chance", w pełni autorskie dzieło Eddiego to z pewnością już nie ten sam kaliber, ale wciąż to jest dobra i warta uwagi muzyka. wokal bez zarzutów plus bardzo niegłupi tekst tejże piosenki

środa, 30 czerwca 2010

stevie wonder - on the sunny side of the street

wakacje nareszcie nadeszły. żadnych egzaminów, zdecydowana redukcja problemów... i takie tam i takie tam. liczę, że wśród tysiąca rozwiązań na wykorzystanie wolnego czasu znajdę czas na częste wpisy, przynajmniej bardziej regularne niż w tym miesiącu i poprzednim. przechodząc szybko do rzeczy, posłuchajcie sobie standardu jazzowego z wokalem trzynastoletniego Steviego Wondera, zdolny chłopak z niego już wtedy był. utwór z albumu "With A Song In my Heart" z 1963, gdzie znajduje się też wiele innych interpretacji klasycznych utworów ("Smile", "When You Wish Upon A Star", "Get Happy"). klasycznych z jego perspektywy wówczas, z naszej perspektywy to klasyki do kwadratu w sumie, rozumiecie

niedziela, 18 kwietnia 2010

tammi terrell - what a good man he is

Tammi Terrell - soulowa wokalistka, słynąca z trzech rewelacyjnych (albo może dwóch rewelacyjnych i jednego dobrego) albumów w duecie z Marvinem Gayem, o czym wspominam już nie pierwszy i nawet nie drugi raz. wspominałem też o chorobie, z powodu której Tammi odeszła od nas młodo, w wieku 24 lat. jej twórczość z ostatnich lat życia została zebrana i na rok przed śmiercią wydana jako pierwszy i ostatni solowy album. "Irresistible" to po prostu kolejna dobra pozycja wydana nakładem wytwórni Motown, jednak pozostawiająca nas w zadumie, co by było gdyby nieszczęśliwy los tak szybko nie przekreślił obiecująco zapowiadającej się kariery artystki.... "What A Good Man He Is" nie jest żadnym moim faworytem, ani najbardziej znanym singlem. po prostu pierwszy lepszy utwór ze w całości udanego albumu. zapraszam do odsłuchu

sobota, 20 marca 2010

edwin starr - 25 miles

soul oraz r&b, potem bardziej funk i disco, ale cały czas ten styl Motownu - to w skrócie historia muzyki Edwina Starra. dawno nic nie było z lat sześćdziesiątych, więc mój dzisiejszy wybór padł na jeden z jego wcześniejszych hitów. przyjmując skalę za bardzo wysoką, to można praktycznie mówić o dwóch znaczących przebojach Edwina - po pierwsze o antywojennym "War" (jedyny jego singiel - zdobywca szczytu Billboardu), po drugie właśnie o "25 Miles". miłosna historia z metaforą długiej, podanej w milach, wędrówki? zgadza się. jakakolwiek by nie była, zaśpiewana jest elegancko, poza tym za muzykę odpowiada utalentowany i zasłużony dla wytwórni duet producencki - Harvey Fuqua i Johnny Bristol

wtorek, 19 stycznia 2010

the marvelettes - please mr. postman

sesja i okres przed sesją potrafią być bardzo upierdliwe, nawet jeśli czeka mnie zaledwie jeden egzamin w tej sesji. nie że chciałbym tu teraz wykorzystywać blog do wylewania swoich paranoi studenta, tylko daję znać, że trochę teraz pisania nie będzie. no i robię chwilowy odpoczynek lekki od moich faworyzowanych muzycznych klimatów, ostatnio na przykład sprawdzam pierwszy raz dyskografię The Beatles (dobra rzecz oczywiście). mimo to słuchając ich muzyki, duch soulu, r'n'b i doo-wopu mnie nie opuszcza, część wcześniejszych utworów zespołu to covery przebojów czarnej muzyki. na przykład piosenka "Please Mr. Postman", która oryginalnie wykonana została przez dziewczęcą grupę wokalną The Marvelettes. to był pierwszy hit z Motownu, który osiągnął sam szczyt listy Billboard Hot 100, co czyni ten utwór dość przełomowym dla muzycznego giganta z Detroit

The Marvelettes - Please Mr. Postman (1961)

piątek, 15 stycznia 2010

the isley brothers - this old heart of mine (is weak for you)

grupa braci Isley pojawiła się już na blogu, ale jak już mówiłem, ich twórczość jest na tyle różnorodna, że nie mógłbym zaprezentować jej posługując się jednym numerem. dzisiaj chciałbym przedstawić ich wcześniejsze brzmienie na przykładzie znakomitego singla "This Old Heart Of Mine (Is Weak For You)", pochodzącego z albumu o takiej samej nazwie (bez tej części nazwy będącej w nawiasie). to jest jedno z dwóch długogrających wydawnictw zespołu nagranych dla Motown Records. ich przygoda z wytwórnią była krótka (zakończona w okolicznościach podobnych jak w przypadku grupy Gladys Kinght), ale za to bardzo konkretna. The Isley Brothers doskonale wpasowali się w profil soulowego giganta, a wspomniany hit, obecny w linkach poniżej, jest tego doskonałą wizytówką

The Isley Brothers - This Old Heart Of Mine (Is Weak For You) (1966)

czwartek, 17 grudnia 2009

jerry butler - only the strong survive

mówiąc parę wpisów temu o Curtisie Mayfieldzie wspomniałem o jego rodzinnym Chicago, powinienem też był opowiedzieć (a nie opowiedziałem) o charakterystycznym brzmieniu muzyki z tego miasta. o brzmieniu stanowiącym opozycje do opiewanego przeze mnie Motownu, ale równie ważnym dla rozwoju zarówno soulu, funku, jak i prawie wszystkiego innego co do dziś powstało (prawie wszystkiego innego DOBREGO). Jerry Butler miał start równy z Curtisem - poznali się oni w kościelnym chórze. założyli the Impressions, jednak Butler zdecydował wybrać drogę solową, jeszcze zanim grupa wydała swój self titled debiut. "The Ice Man Cometh" to chyba najważniejsza prawdopodobnie pozycja w dyskografii Jerry'ego "Ice Mana" Butlera, znajduje się na niej utwór "Only The Strong survive". posłuchajcie wykładu z selekcji naturalnej w muzycznym, motywującym do działania wydaniu

Jerry Butler - Only The Strong Survive (1969)

środa, 16 grudnia 2009

marvin gaye & tammi terrell - you're all i need to get by

Marvin Gaye, autor takich przebojów jak "I Heard It Through The Grapevine", czy "Let's Get It On", nie wymaga specjalnej prezentacji. dlatego poświęcić teraz uwagę chcę jego duetom. Gaye współpracował m.in. z Mary Wells i Dianą Ross, ale to jednak kolaboracja z młodą i o wiele mniej znaną Tammi Terrell zyskała największe uznanie i zaowocowała aż trzema wspólnymi albumami. i tylko trzema, działalność duetu zakończyła niestety śmiertelna choroba piosenkarki, już druga i trzecia płyta nagrywane były po części na bazie wcześniejszych niewydanych solowych nagrań Tammi (czego szczerze można nie zauważyć, gdyż materiał sprawia jak najbardziej wrażenie spójnego)

"You're All I Need To Get By" pochodzi z drugiego albumu Marvina i Tammi ("You're All I Need") i jest jednym z ich największych przebojów. wielokrotnie coverowany był ten utwór, najpopularniejszym znanym, mniej bardziej coverem jest nagrodzony Grammy singiel Method Mana z gościnnym udziałem Mary J. Blige ("I'll Be There for You / You're All I Need to Get By", 1995). ale tyle o innych wersjach, zapraszam do odsłuchu oryginału

Marvin Gaye & Tammi Terrell - You're All I Need To Get By (1968)
http://tnij.org/youreallineedtogetby