Pokazywanie postów oznaczonych etykietą g funk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą g funk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 października 2010

djë & dogg master - tribute

to nie jest żaden link sponsorowany, że piszę w tej chwili o jakimś nieznanym francuskim duecie producenckim, słuchanym na last.fm przez około dwadzieścia osób na świecie. po prostu szczerze polecam westoastowe wygrzewy tych kolesi, którzy swoimi umieszczonymi za darmo w sieci instrumentalami są w stanie podbić serce każdego miłośnika piszczał, pierdzących basów i klawiszy rodem z Kalifornii. nie wiem jak ci panowie to robią, ale brzmią lepiej niż to co obecnie oferują hiphopowi muzycy z zachodu Stanów. trzymam kciuki za nich, żeby byli w stanie lepiej się zakręcić i nawiązać odpowiednie kontakty. na takich podkładach Ice Cube mógłby zrobić płytę, która byłaby godna nazwy "I Am The West", bo z tym co właśnie wydał to tak pół na pół jest, bardziej na to złe "pół". posłuchajcie relaksującego "Tribute", na którym padają ciepłe, talkboxowe shout-outy dla legend funku i g-funku. przy okazji shout-out dla zioma Bartka, który mi Djë i Dogg Mastera podesłał

wtorek, 27 lipca 2010

danny boy - steppin'

Danny Boy (nie mylić z tym z House of Pain i La Coka Nostra) to piosenkarz R&B związany dawno dawno temu z legendarnym dla słuchaczy hip hopu labelem Death Row Records. tam w latach dziewięćdziesiątych wykonywał refreny dla 2paca, udzielał się na soundtrackach do filmów "Murder Was The Case", "Gridlock'd", a w międzyczasie pracował nad własnym albumem solowym. "It's About Time" (ironiczny tytuł) ukazał się dopiero w kwietniu tego roku. sam Danny Boy z pewnością nie jest z dumny z tego jak potoczyła się jego kariera (tzn w ogóle się nie potoczyła), ale ważne jest, że słuchacze mają co sprawdzić teraz. wielu na pewno zadowoli podróż w lata 1994-1999, czasy świetności tejże wytwórni, świetności DJ'a Quika (odpowiedzialnego w dużym stopniu za brzmienie albumu) i ogólnie g-funku, nieskażone niczym z lat późniejszych. mnie zadowoliła bardzo

piątek, 2 lipca 2010

vontel & roger troutman - 4 my homiez

dawno nie było rapowych rzeczy, a tym bardziej g-funkowych. wakacyjna aura i pogoda taka jak w tej chwili za oknem jest podobno czynnikiem bardzo sprzyjającym przy odbiorze takiej kalifornijskiej wariacji na temat hip hopu. dla mnie takie gadanie jest przykładem gadania by gadać i osobiście g-funk uważam za najlepsze, co przydarzyło się tej muzyce. i nie ważne jaki miesiąc jest, czy rano czy wieczorem, jaki nastrój, czy tam nie wiem, biorytm na przykład, ja zawsze chętnie posłucham. Vontel co prawda z Kalifornii nie jest, ale z Phoenix, Arizona. mimo to dumnie reprezentuje kochane przeze mnie brzmienie, zarówno pod względem doboru produkcji jak i kładzionych na nie linijek. niech "4 My Homiez" posłuży jako wizytówka jego muzyki, będącej przykładem rewelacyjnego, lecz przykrytego trochę kurzem brzmienia gangsta-funku. gościnnie legendarny Roger Troutman z równie legendarnego funkowego zespołu Zapp

niedziela, 14 lutego 2010

battlecat - blue 64

jeden z moich ulubionych producentów hiphopowych, jedna ze z pewnością najważniejszych postaci g funku. idąc dalej "jednym z..." - autor jednego z najbardziej niedocenionych krążków osadzonych w tym nurcie. to ostatnie akurat dziwne nie jest, gdyż "Gumbo roots" nigdy oficjalnie nie został wydany, nie licząc ściśle ograniczonego nakładu (kilkaset sztuk?) wypuszczonego w 1999 roku. prawdziwy muzyczny "biały kruk" i posiadanie jego fizycznej formy to marzenie miłośników kalifornijskiego brzmienia na całym świecie, czyli i moje między innymi
"Blue 64" to jedna z perełek zawartych na tej producenckiej płycie Battlecata. jest to przerobiona wersja piosenki Stewiego Wondera "Cherie Amour". i jak łatwo się domyślić słuchaczom westcoastowego hip hopu z tytułu, utwór jest hołdem dla pewnego egzemplarza Chevroleta Impali z 1964 roku. niebieskiego, żeby być dokładnym. śpiewa go... na właśnie nie wiadomo kto, szukałem odpowiedzi w internecie jakiś już czas, ale ten milczy

środa, 23 grudnia 2009

nate dogg & butch cassidy - be thankful // święta

chciałbym tutaj z tego miejsca i w tym momencie życzyć osobom zaglądającym na ten blog wszystkiego najlepszego z okazji Świąt najbliższych i wiadomo jakich. zacnych prezentów, żeby bombki nie pospadały Wam z choinek i żeby pektyny zawarte w kompocie z suszu uratowały Was przed poświąteczną konstypacją. najlepszego również w nadchodzącym roku i zupełnie nowej dekadzie. pozytywnch opcji wykluczających te negatywne i miłych odkryć muzycznych

tak więc w związku ze Świętami, sylwestrem i innymi atrakcjami feriowymi zawieszam na kołku klawiaturę. do usłyszenia w 2010. na koniec oczywiście piosenka do posłuchania, oczywiście świąteczna. g-funkowy numer dwóch g-funkowych kuzynów ze świątecznej składanki wytwórni Death Row Records

Nate Dogg & Butch Cassidy - Be Thankful (1996)

czwartek, 10 grudnia 2009

snoop dogg - leave me alone

sprawdziłem parę dni temu najnowszy album Snoopa (na zdj. podczas krojenia posiłku) i zrobiło się mi smutno. jak tak można pastwić się nad własną legendą, to nie wiedzą nawet Ci co myślą, że sami o tym dobrze wiedzą. jak by to głupio nie brzmiało co napisałem, faktem jest, że dostaliśmy slaby materiał (z dwoma-trzema mimo wszystko świetnymi utworami) i czuję, że obowiązkiem teraz jest miło powspominać stare dobre dni. mógłbym napisać o czasach nagrywek pod banderą Death Row Records, ale byłoby to zbyt oczywiste

jest zatem 2000 rok, Snoop Dogg wydaję album "tha Last Meal", jedyny tak westcoastowy w jego karierze, po spuszczeniu bandery z panem na elektrycznym krześle. z tego albumu pochodzi według mnie najlepszy numer rapera, "Leave Me Alone". przekonajcie się sami dlaczego, ja tylko powiem że wyjątkowo przemawia do mnie treść (w dużej mierze związana z tym co mówi nam sam tytuł), świetny podkład autorstwa DJ'a Battlecata (który pojawi się na moim blogu jeszcze wiele razy), oraz doskonały sposób w jaki Snoop zaśpiewał, a nie zarapował na tym podkładzie

Snoop Dogg - Leave Me Alone (2000)

niedziela, 6 grudnia 2009

butch cassidy & damizza - in 2's

dzisiaj nowocześniej i hiphopowo, jednak bardzo nie do końca. numer autorstwa dwóch szanowanych artystów z Kalifornii, którzy dwa lata temu uraczyli nas wspólnym projektem. Damizzę kojarzyć możemy jako twórcę wielu pojedynczych podkładów m.in. na płyty Kurupta, Bone Thugh N' Harmony, Westside Connection, dodatkowo też chętnie na omawianym albumie sięga po mikrofon. Butch Cassidy to wiadomo, obok Nate Dogga i Kokane'a jeden z głównych specjalistów od dobrego śpiewanego refrenu z Cali.

utwór z tej ich śpiewanej, rapowanej i solidnie wyprodukowanej płyty ("Back B4 You're Lonely"), który chciałem zaprezentować, jest najjaśniejszym zapewne jej punktem. "In 2's" to brzmienie g-funkowe, owszem, ale przemycające rockowo-popową przebojowość. a może to g-funkowe brzmienie jest tu przemycane, ja się mogę przecież mylić w tej chwili. posłuchajcie.

Butch Cassidy & Damizza - In 2's (2007)