Pokazywanie postów oznaczonych etykietą '00s. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą '00s. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 kwietnia 2011

garry shider - crazy bout you

ciąg dalszy rozbierania na kawałki kolektywu Parliament/Funkadelic. dzisiaj rozbieramy aż do samej pieluchy, w której to na scenie prezentował się zwykle Garry Shider, kolejny fundament zespołu. był w końcu ucieleśnieniem Gwiezdnego Dziecka - postaci, która według mitologii Parliamentu miała zbawić ludzkość przed niefunkowością, przed Sirem Nosem D'Voidoffunkiem i jego Syndromem Placebo. swoją powinność spełniał również na płytach Funkadelic, to on w "One Nation Under A Groove" śpiewał o szansie na wytańczenie wyjścia z naszych uciśnień. niestety opuścił na zawsze naszą planetę w czerwcu ubiegłego roku, dziś mi się przypomniał gdy słuchałem nowego albumu DJ'a Quika, na którym mamy jego gościnny występ w finałowym utworze. dotarłem dziś również do jego skromnego solowego dorobku, oto jeden z utworów z wydanego w 2002 roku mini albumu "Diaperman: The Second Coming". za mocny p-funk, na wszelki wypadek przyodziejcie w hołdzie pieluchy

Garry Shider - Crazy Bout You (2002)

niedziela, 10 kwietnia 2011

3 tenors of soul - fantasy

"3 tenors of soul"... no mocno się panowie nazwali. nie wiem czy któregokolwiek z trójki panów można nazwać tak wielkim dla muzyki soul, jak wielkimi w swoim świecie są oryginalni trzej tenorzy. no ale niech im będzie, co by nie było są to prawdziwe znakomitości filadelfijskich dźwięków. po pierwsze, niedawno wspominany wokalista z  The Stylistics - Russel Thompkins Jr. (który z głosu bardzo mi przypomina z dziadka-pedofila z "Family Guy" - musiałem się tą uwagą podzielić prędzej czy później), po drugie William Hart z bardziej znanego The Delfonics i po trzecie, reprezentujący Blue Magic (przybliżę niedługo na blogu), Ted Mills. wszyscy trzej prężnie działali głównie w latach siedemdziesiątych, wnosząc na wysoki artystyczny poziom muzykę soul, by w 2007 spotkać się na wspólnym albumie-ciekawostce, pełnym udanych reinterpretacji znanych numerów. tutaj na przykład klasyk od Earth, Wind & Fire. album się nazywa "All The Way From Philadelphia", jak kogoś interesuje sprawdzenie jego zacnej całości

3 Tenors Of Soul - Fantasy (2007)

niedziela, 28 listopada 2010

cody chesnutt - the seed

coś dla fanów The Roots, czyli dla każdego, bo co do Korzeni to albo jest się ich fanem, albo jeszcze się o tym nie wie. stworzony przez neo soulowego wokalistę, Cody'ego Chesnutta, utwór zrobił ogromną furorę dopiero w wersji podrasowanej przez ?uestlove'a, Black Thoughta i resztę ekipy ("The Seed 2.0"). pod względem brzmieniowym te dwie wersje to ziemia i niebo, pierwowzór został nagrany ponoć w zamierzonej konwencji lo-fi (dobre tłumaczenie, dziwię się, że polscy internetowi muzycy-artyści tak nie uzasadniają swego marnego brzmienia), jednak treść w nim zawarta i pozytywny ton utworu to jest właśnie najwyższa jakość, a nie jakieś telewizory HD w reklamach. sprawdźcie sami jak bardzo "The Seed" zasłużyło na znakomitą rearanżację od Rootsów

piątek, 26 listopada 2010

charlie wilson - love, love, love

kiedyś tam (to znaczy przy okazji wycieków z nowej płyty Kanye Westa, nad którą rozpływał się będę w grudniowym podsumowaniu nowości) i gdzieś tam natknąłem się na internetową opinię w stylu, że pan Charlie Wilson podpina się pod kawałki Westa z nadzieją, że powtórzy sukces, jaki zapewniły mu występy u Snoop Dogga. nie wiem czy osoba, która tak powiedziała zdaje sobie sprawę z tego co Wilson wyprawiał w latach osiemdziesiątych razem z całym Gap Bandem, ale odpuszczę krytykę. w sumie jednoznacznie niewiedzy stwierdzić nie można. ale jest też po środku leżąca prawda, muzyk ten ciągle działa jako solowy wokalista, wydając przemijające bez echa płyty. przyzwoity contemporary rhythm and blues, niepowtarzalny wokal wegetujący w stanach na półkach sklepów muzycznych, gdzieś za bateriami albumów Ushera i Beyonce. poniżej utwór z ostatniej płyty, następna zapowiadana jeszcze na ten rok, ale kto wie

poniedziałek, 18 października 2010

menahan street band - make the road by walking

samplowanie kojarzy się głównie z grzebankiem w starych nagraniach, tworzeniem muzyki teraźniejszości w oparciu o zapożyczenia z przeszłości. czasem jednak zdarzy się zachwianie kontinuum czasowego, no i sampel z czegoś zostaje wykorzystany jeszcze zanim oryginalny utwór ujrzy światło dzienne. przykładem jest "Roc Boys (And The Winner Is...)" Jaya-Z. Jay wylansował naprawdę niezły przebój (singiel roku 2007 według Rolling Stone), w oparciu o utwór nowojorskiego funkowo-afrobeatowego zespołu Menahan Street Band. a debiutancki album grupy wyszedł w 2008, rok po singlu Jaya-Z. wiadomo, utwór "Make The Road By Walking" wyszedł odpowiednio wcześniej przed całą płytą i zakłoceń czasoprzestrzeni nie ma, ale widać wyraźnie, że producenci muzyczni są w pogotowiu, czyhając na świeże dostawy sampli. Kid Cudi na swym zeszłorocznym debiucie też zaczerpnął co nie co od Menahanów, ale wróćmy do "tworzenia drogi chodzeniem"

środa, 21 lipca 2010

floetry - say yes

Floetry to sympatyczny dziewczęcy duet z Wielkiej Brytanii śpiewający trochę R'n'B, trochę Neo-Soulu, nawet więcej niż trochę rapujący. zespół powstał w 1997, zadebiutował niezłym "Floetic" w 2002 roku i funkcjonował cztery następne lata, wydając jeszcze dwa krążki, w tym jeden koncertowy. obecnie nie wiadomo co dzieje się z jedną z pań (tzn Natalie Stewart), za to druga - Marsha Ambrosius ma się troszkę lepiej. miała podpisaną umowę z wytwórnią-widmo Doctora Dre - Aftermath Entertainment, która zapewniła jej niewydanie niczego przez cały "okres współpracy". ale był za to czas, że "Marsha from Floetry" (tak była podpisywana na paru płytach, na których się udzieliła wokalnie) była bardzo popularną panią od refrenów w hip hopie. jako, że staram się by blog nie za bardzo traktował o rapie, wybrałem do odsłuchu jeden z najmniej hiphopowych, ale bardziej soulowych i zmysłowych numerów z debiutanckiego albumu. w sumie największy przebój duetu

niedziela, 4 lipca 2010

el michels affair - yennicita

El Michels Affair to prawdziwy zespół zapaleńców, którzy za nic mają fakt, ze epoka funku dawno minęła i jego tworzenie ma sens głównie w ramach zapożyczeń, nawiązań do dawnych czasów. grupa zorganizowana wokół osoby saksofonisty i organisty Leona Michelsa, mówiąc krótko i trafiając jednocześnie w samo sedno - robi swoje w tej sprawie. "Sounding Of The City" to ich pierwszy album, który póki co jako jedyny pokazuje ich autorskie, instrumentalne jazdy. bo wyszły potem jeszcze dwa projekty, ale takie pełniące bardziej rolę hołdów. pierwszy zawierał covery utworów legendarnego Isaaca hayesa, a drugi funkujące interpretacje podkładów Wu Tang Clanu. wracając do ich właściwego dzieła, którego okładka (jedna z moich ulubionych, tak myślę) widnieje na samej górze, zapraszam do zapoznania się z próbką tego funku A.D. 2005

poniedziałek, 28 czerwca 2010

chrisette michele - let's rock

teraz coś od artystki współcześniejszej i sądzę, że dla sporej części zaglądających znanej, lub chociaż kojarzącej się. kojarzącej się na pewno pozytywnie, na przykład w związku ze świetnymi gościnnymi występami u raperów (perfekcyjny refren w "Can't Forget About You" Nasa z płyty "Hip Hop Is Dead"), głównie tych związanych z Def Jam Recordings. wszakże pani Michele należy do jednego ze skrzydeł tej wytwórni (Def Soul). piosenkarka ma już na koncie dwa albumy - "I Am" z 2007 roku i "Epiphany" z zeszłego. zauważyłem, że dopiero ten drugi krążek przyniósł jej uznanie i rozgłos, uznanie i rozgłos bliskie temu należnemu (ponad 400 tysiące sprzedanych egzemplarzy umiarkowanie-radio-kompromisowego materiału w roku 2009 to wynik co najmniej imponujący). za bardziej fascynującą produkcję uważam jednak debiut, z którego pochodzi utwór "Let's Rock". numer jednocześnie relaksujący, motywujący, bujający i składający hołd nieśmiertelnym Run DMC

wtorek, 20 kwietnia 2010

guru & erykah badu - plenty


wczoraj odszedł od nas Guru - członek legendarnej grupy Gang Starr, dobry raper, powszechnie uznany jako posiadacz jednego z najciekawszych głosów na scenie. o jego ciężkiej chorobie wiadomo było od dawna, informacje o śpiączce i znacznie pogorszonym stanie zdrowie dotarły do nas ponad miesiąc temu. mogliśmy być przygotowani na najgorsze, jednak co do czego - jestem jednak w szoku, że już nie ma pana Keitha Elama. zapewne wiekszość tych, którzy mieli nawet średniego stopnia przygodę z hip hopem, czują to co ja. nie zapomnimy świetnych albumów z DJ'em Premierem, nie zapomnimy kolaboracji Guru odmiennymi brzmieniowo artystami w ramach projektów z serii Jazzmatazz. "Plenty" to pochodzący z trzeciej części tego cyklu utwór nagrany z Eryką Badu, wybijający się ponad inne duety raper + piosenkarka. dialog dwojga artystów na klimatycznym jazzującym podkładzie, zapraszam
Keith "Guru" Elam (17.02.1966-19.04.2010) spoczywaj w pokoju.

środa, 10 lutego 2010

dwele - workin' on it

10 lutego 2006 roku odszedł od nas James Dewitt Yancey, znany jako J Dilla - utalentowany producent hiphopowy z Detroit, członek Slum Village i wspomnianego już na blogu kolektywu Soulquarians. niepowtarzalne brzmienie, niewątpliwe zasługi dla rozwoju gatunku na przełomie wieków i niespotykanie pogodna osobowość - to powody, przez które śmierć Jaya Dee była tak bolesnym ciosem zarówno dla słuchaczy jak i dla innych twórców muzyki hiphopowej. i nie tylko hipohopowej. te cztery lata dosłownie obfitowały w utwory, nawet całe projekty będące wyrazem szacunku dla muzyka.
jednym z takich hołdów jest na przykład krótkie "Workin' On It", pochodzące z ostatniego krążka neosoulowego piosenkarza Dwele'a. jest to, można by powiedzieć, cover jednej z krótkich form muzycznych zawartych na wydanej tuż przed śmiercią płycie J Dilli ("Donuts"). żadnym istotnym artystycznym wyczynem Dwele'a ten utwór nie jest, ale gest jest gestem. naszym niech będzie pamieć o Jayu Dee

niedziela, 10 stycznia 2010

mayer hawthorne - just ain't gonna work out

gapa ze mnie jest. siedzę w muzyce sprzed dekad, narzekając, że obecnie nikt nie uskutecznia takich brzmień jak te które najbardziej cenię i rozsławiam wpisami na blogu, a w tym czasie (to znaczy kilka miesięcy temu) premierę miał krążek zatytułowany "A Strange Arrangement", który postawił znak zapytania obok mojej tezy. Mayer Hawthorne stworzył coś, czego chyba świadkiem dawno nie byłem - projekt brzmiący tak, jakby nagrany został naprawdę dobre kilkadziesiat lat temu. wokalista i producent zarazem garściami czerpie brzmienie muzyki soul z lat 60 i 70, trochę z chicagowskiego stylu, trochę z Motown. efekt jest piorunujący, to znacznie więcej niż stylizacja na retro, to reinkarnacja klasycznego soulu. naprawdę polecam. jako że to produkcja raczej świeża, to downloadu dzisiaj nie będzie, tylko link do odsłuchu (i podglądu teledysku) singla promującego krążek. ponoć do usłyszenia i w polskich radioodbiornikach. ja nie wiem, nie słucham radia...

Mayer Hawthorne - Just Ain't Gonna Work Out (2009)

czwartek, 10 grudnia 2009

snoop dogg - leave me alone

sprawdziłem parę dni temu najnowszy album Snoopa (na zdj. podczas krojenia posiłku) i zrobiło się mi smutno. jak tak można pastwić się nad własną legendą, to nie wiedzą nawet Ci co myślą, że sami o tym dobrze wiedzą. jak by to głupio nie brzmiało co napisałem, faktem jest, że dostaliśmy slaby materiał (z dwoma-trzema mimo wszystko świetnymi utworami) i czuję, że obowiązkiem teraz jest miło powspominać stare dobre dni. mógłbym napisać o czasach nagrywek pod banderą Death Row Records, ale byłoby to zbyt oczywiste

jest zatem 2000 rok, Snoop Dogg wydaję album "tha Last Meal", jedyny tak westcoastowy w jego karierze, po spuszczeniu bandery z panem na elektrycznym krześle. z tego albumu pochodzi według mnie najlepszy numer rapera, "Leave Me Alone". przekonajcie się sami dlaczego, ja tylko powiem że wyjątkowo przemawia do mnie treść (w dużej mierze związana z tym co mówi nam sam tytuł), świetny podkład autorstwa DJ'a Battlecata (który pojawi się na moim blogu jeszcze wiele razy), oraz doskonały sposób w jaki Snoop zaśpiewał, a nie zarapował na tym podkładzie

Snoop Dogg - Leave Me Alone (2000)

poniedziałek, 7 grudnia 2009

bilal - for you

znacie Soulquarians? ideologię łączącą gromadę hiphopowych i soulowych artystów na przełomie (w najściślejszym tego słowa znaczeniu) XX i XXI wieku? współpracę, która zaowocowała jeśli nie najlepszymi, to najoryginalniejszymi nagraniami Rootsów, D'Angelo, Commona lub Eryki Badu? jak nie to mi przykro i sugeruję coś nadrobić, bo płyty tych artystów znajdują sie w polskich sklepach w cenach od około 10 zł (!).

gdzieś między "Mama's gun" Eryki, a zaskakującym "Phrenology" Rootsów, swój doceniony przez krytyków album wydaje należący do wspomnianego towarzystwa Bilal. definicja neo soulu, powiadam. daję pierwszy lepszy numer z płyty, więc wydumanej ideologii w selekcji dzisiaj nie będzie. po prostu sprawdźcie.

Bilal - For you (2001)

niedziela, 6 grudnia 2009

butch cassidy & damizza - in 2's

dzisiaj nowocześniej i hiphopowo, jednak bardzo nie do końca. numer autorstwa dwóch szanowanych artystów z Kalifornii, którzy dwa lata temu uraczyli nas wspólnym projektem. Damizzę kojarzyć możemy jako twórcę wielu pojedynczych podkładów m.in. na płyty Kurupta, Bone Thugh N' Harmony, Westside Connection, dodatkowo też chętnie na omawianym albumie sięga po mikrofon. Butch Cassidy to wiadomo, obok Nate Dogga i Kokane'a jeden z głównych specjalistów od dobrego śpiewanego refrenu z Cali.

utwór z tej ich śpiewanej, rapowanej i solidnie wyprodukowanej płyty ("Back B4 You're Lonely"), który chciałem zaprezentować, jest najjaśniejszym zapewne jej punktem. "In 2's" to brzmienie g-funkowe, owszem, ale przemycające rockowo-popową przebojowość. a może to g-funkowe brzmienie jest tu przemycane, ja się mogę przecież mylić w tej chwili. posłuchajcie.

Butch Cassidy & Damizza - In 2's (2007)